13425013855_8d49a78ac1_z

„Niech się wypłacze”. O regulacji emocji małych dzieci.

„Zostaw go, niech się wypłacze”, „nie biegnij na każde zawołanie dziecka”, „popłacze to przestanie”, „przecież musi trochę popłakać, żeby  się dobrze dotlenić”, ” nie pozwól dziecku wymuszać!”.13425013855_8d49a78ac1_z

Na pewno wielu z was spotkało się tego typu komentarzami ze strony bliższego i dalszego otoczenia. Jednak to nie sam płacz dziecka stanowi problem, ale nasze niewłaściwe reakcje. Płacz to sygnał, a od nas zależy jak go odczytamy i jaki język emocji przekażemy naszym dzieciom.

Uwaga na cry it out! O szkodliwych metodach „wypłakiwania dziecka”

Na kilku stronach internetowych oraz w poradnikach i, o zgrozo, pseudonaukowych książkach, natknęłam się na niezwykle „skuteczne” metody  „oduczania dziecka płakać” oraz nauki samodzielnego zasypiania niemowląt.

Ustalono nawet pewnego rodzaju schemat postępowania, tak zwianą metodę „cry it out” lub inaczej „3-5-7″. 3-5-7, bo po, odpowiednio, trzech, pięciu i siedmiu minutach wolno zaregować na płacz i krzyki dziecka. Obojętne, jak dramatycznie by one nie brzmiały, wchodząc do pokoju dziecka nie można go brać na ręce ani nic do niego mówić. Trzeba tylko wejść, sprawdzić, czy nie zrobił sobie krzywdy i ponownie wyjść.

W praktyce wygląda to następująco:

– W pierwszym dniu do pokoju dziecka powinno się wejść po 3 minutach płaczu malucha, drugi raz po 5 minutach, potem po 7 i jeszcze raz po 7.
– Drugiego dnia pierwsze wejście następuje po 5 minutach, a kolejne po 7  i 9 minutach.
– W trzecim dniu możemy zaglądnąć do dzieca: w 7, potem w 9 i 10 minucie.
– Czwartego dnia należy wejść do pokoju dziecka po 10 minutach.

Metoda ta zakłada, że im dłużej dziecko płacze, tym z czasem jego płacz ma mniejszą intensywność. Szkoda tylko, że nikt z propagujących tą metodę nie pomyślał, że płacz malucha ustaje z wysiłku i jest mechanizmem adaptacyjnym.

Jego instynkt podpowiada mu, że jeśli rodzic nie reaguje na jego wezwanie, najwyraźniej zostało porzucone. Płacz maluszka wzywającego rodziców jest wołaniem o pomoc, jedynym środkiem komunikacji dostępnym tak malutkiemu dziecku. Może jest jeszcze szansa na to, że kiedyś opiekun pojawi się z powrotem, dlatego po pewnym czasie dziecko milknie, by zachować resztki energii jaka mu jeszcze pozostała na późniejsze przywołanie rodzica. Kilkumiesięczne dziecko naprawdę nie wie, że żyje w dwudziestym pierwszym wieku i nie wie jak działa elektryczna niania (Stein, 2012)

Kiedy dziecko przestaje płakać, jednocześnie uczy się bardzo ważnej rzeczy i niestety nie jest to samodzielne zasypianie. Uczy się, że kiedy woła o pomoc, nikt go nie słyszy i nie reaguje. To poddaje w wątpliwość jego podstawowe zaufanie do świata i wiarę w sens komunikacji (Stein, 2012).

Jak przedstawiają się fakty? Czyli psychosomatyka w płaczu małego dziecka

Co z fizjologią dziecka?

Jeśli płacz rozwija płuca i dotlenia dziecko, to niech płacze! Czy tak jest rzeczywiście?101_2214

  • Niemowlęta, których nie uspakajano i pozwalano im „wypłakać się” miały znacznie podwyższone tętno i obniżony poziom tlenu we krwi. Parametry te wracały do normy, jeśli opiekun pocieszył malucha (Sears, 2015).
  • U dziecka, które długo płacze i jego potrzeby są deprecjonowane wydziela się nadmierna ilość kortyzolu ( hormonu stresu) i nie opada nawet, gdy dziecko przestaje płakać w samotności (Sunderland, 2008).

Jeżeli dziecko nie uzyska wsparcia, hormon ten może osiągnąć na tyle wysoki i toksyczny pozom, który może uszkodzić kluczowe struktury oraz systemy rozwijającego się mózgu. Są to obszary odpowiedzialne za pamięć oraz regulację emocji (Sunderland, 2008).

  • Podczas długotrwałego płaczu w mózgu dziecka reaktywowane są ścieżki bólu. Inaczej mówiąc, obraz mózgu dziecka płaczącego w samotności i dziecka odczuwającego fizyczny ból niczym się od siebie nie różnią (Sunderland, 2008).
  • Na koniec płuca – dziecięce płuca funkcjonują w pełni już pół godziny po narodzinach. Nie ma więc czego rozwijać poprzez płacz (Sears, 2015).

Co z duchem?

Dzieci uczą się dzięki temu samodzielności! Czyżby?

  • Rzeczywiście dzieci takie stają się szybciej samodzielne, jednak ich umiejętności społeczne są znacznie ograniczone. Bezpieczne relacje i bliska więź z rodzicem są tu bowiem mocno zakłócone, zaś przekazywane przez rodziców wzorce zachowań są niejasne i odkrywane przez dziecko samodzielnie metodą prób i błędów. Brak zainteresowania ze strony rodziców jest dla dziecka doświadczeniem przykrym i naraża na ciągłe frustracje, które mogą doprowadzić do poważnych zaburzeń emocjonalnych w dorosłym życiu.
  • Brak wrażliwości na dziecięce wyrazy emocji skutkuje brakiem poczucia bezpieczeństwa, a także przyszłymi trudnościami dziecka w regulacji własnych emocji.

Mary Ainsworth (Johnson, 1998­), na podstawie systematycznych obserwacji wyróżniła trzy style przywiązania u dzieci:

  1. styl bezpieczny, który charakteryzuje się zaufaniem dziecka do rodzica Rozwija się, gdy dziecko doświadcza dostępności opiekuna oraz, gdy doznaje wrażliwości z jego strony w sytuacjach strsujących. Para taka jest dobrze emocjonalnie zestrojona.
  2. styl lękowo-ambiwalentny, rozwija się, gdy dziecko doświadcza niepewności, co do reakcji rodzica. Łączy się z brakiem spójności w zachowaniu opiekuna, a szczególnie z wahaniami odpowiedzi na potrzeby i zachowania dziecka. Styl ten kształtuje u dziecka „wzmożoną czujność”, obniżone poczucie bezpieczeństwa, silny lęk przed rozstaniem (nawet w okolicznościach, gdy rodzic jest dostępny) (Plopa, 2006). Dzieci wykazujące ten styl przywiązania reagują negatywnie na oddalenie się opiekuna, ale jednocześnie jego powrót wyzwala jeszcze gorszą i silniejszą reakcję.
  3. styl lękowo-unikający, kształtuje się, gdy w sytuacjach napięcia dziecko doświadcza niedostępności rodzica (cry it out). Taki opiekun zwykle nieadekwatnie reaguje na potrzeby dziecka, szczególnie tak ważnej potrzeby bliskości. Konsekwencją takiej opieki jest to, że dziecko rezygnuje z walki o obiekt przywiązania, a rozłąka z nim nie musi wiązać się z przejawianiem negatywnych emocji (Plopa, 2006).

Zgodnie z założeniami badaczy więzi, przyjmuje się, że style przywiązania zostają ustanowione około pierwszego roku życia i w znacznym stopniu zapowiadają one jakość przyszłych związków uczuciowych z innymi ludźmi. Wzorce te wiążą się z wykształceniem się w psychice dziecka specyficznych strategii obronnych, które z kolei mogą przyczynić się do rozwoju patologii funkcjonowania psychicznego (Johnson, 1998).

11733233_898612323566528_769539208_nTeoria przywiązana zakłada, że odezwy opiekuna na emocje niemowlęcia kształtują zdolności samoregulacji emocjonalnej. „Centralne znaczenie ma zarówno zdolność dorosłych do odpowiedniego odczytywania, interpretowania emocji niemowląt, jak i reagowania na nie”. (Plopa, 2006, s. 271). Dzieci doświadczające bezpiecznego przywiązania są zdolne do bezpośredniego i swobodnego ujawniania swoich potrzeb i emocji, cechuje je otwartość, bogate słownictwo emocjonalne, bardziej realistyczna percepcja i interpretacja emocjonalnych ekspresji innych osób. Takich umiejętności nie uczą się dzieci będące w relacji z rodzicami prezentującymi niekorzystne wzorce. Niemowlęta doświadczające innych niż bezpieczny styl przywiązania, otrzymują informacje, że emocje, szczególnie te negatywne, są nieefektywnym sygnałem w oczekiwaniu wsparcia od opiekunów. Także pozytywne emocje są tłumione, ponieważ sygnalizowana gotowość do interakcji jest rozczarowująca (Plopa, 2006).

Oznacza to nic innego jak pewne zamknięcie się na emocje, a nie, jak twierdzą zwolennicy wypłakiwania, poradzenie sobie z nimi.

  • Mary Ainsworth ponadto udowiodniła, że reakcja matek nie pozostawała bez znaczenia również dla nich samych. Badania dowiodły, że te matki, które nie ragowały na płacz dziecka, stopniowo stawały się mniej wrażliwe na inne sygnały wysyłane przez dziecko (Sears, 2015). A przecież empatia, czyli zdolność współodczuwania, jest jednym z najlepszych narzędzi, w jakie wyposażyła nas natura. To ona najlepiej pozwala nam zrozumieć nasze maleńkie dziecko.
  • Często możemy się natknąć na twierdzenie, że brak reakcji na płacz dziecka to uczenie go radzenia sobie z emocjami w dorosłym życiu. Takie podejście zakłada, żebrak reakcji zaprowadzi do wyciszenia płaczu. W wielu poradnikach możemy odnaleźć rozmaite techniki behawioralne, które mają nam to umożliwić, takie jak:

– wzmocnienia pozytywne (pochwała za brak płaczu albo punkty, buźki np. za brak płaczu w konkretnej sytuacji),

– wzmocnienia negatywne (kary w reakcji na płacz – izolacja,„karny jeżyk”, itp.),

– brak uwagi, gdy rodzic nie nawiązuje rzadnego kontaktu z płaczącym dzieckiem,

– warunkowanie uczuć („nie pójdziemy na spacer, jak będziesz tak płakać”).

Każda z tych technik ma na celu wygaszenie niepożądanego zachowania albo wzmocnienie pożądanego. W przypadku płaczu będzie to zatem wygaszenie płaczu i wzmocnienie jego braku. Podejście to nie przyczynia się do budowania prawidłowej, bezpiecznej relacji rodzica z dzieckiem.  Uznajemy bowiem płacz za coś, co jest problemem i czego trzeba się pozbyć.

Co proponujemy?

Jak wynika z powyższych rozważań wzorce interakcji rodzic-dziecko są głównym czynnikiem stabilizującym bądź zaburzającym rozwój struktur psychicznych dziecka.

To, co jest ważne, to obecność rodzica, próba ukojenia oraz uznanie, że dziecko doznaje dyskomfortu, że ma prawo zarówno do doświadczania nieprzyjemnych emocji, jak i płaczu. Empatyczna postawa rodzica jest dla małego dziecka niezwykle ważna.

Dlatego postaw na wrażliwość. To nie płacz jest problemem ale brak naszej reakcji!

 

Bibliografia:

Johnson, S.M. (1998). Style charakteru. Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Plopa, M. (2006). Więzi w małżeństwie i rodzinie. Metody badań.  Kraków: Oficyna wydawnicza „Impuls”.

Sears W.M. (2015). Księga wymagającego dziecka. Warszawa: Mamania

Stein A. (2012). Dziecko z bliska. Zbuduj szczęśliwą relację. Warszawa: Mamania

Sunderland M. (2008). Mądrzy rodzice. Warszawa: Świat Książki

Schaffer R. (2014). Psychologia dziecka. Warszawa: PWN.

Źródło zdjęcia: 

areta ekarafi, the cry, flickr : https://www.flickr.com/photos/areta_e/13425013855/

Porady propagujące „metodę cry it out” można znaleźć, m.in.:

http://male-dziecko.wieszjak.polki.pl/wychowanie-malego-dziecka/204253,Usypianie-dziecka-metoda-wyplakiwania-sie.html

http://www.poradnikzdrowie.pl/ciaza-i-macierzynstwo/ciaza/Usypianie-dziecka-jak-uspic-niemowle-bez-kolysania_35893.html?page=0&

http://tatapad.pl/dziecko/jak-skutecznie-uspic-dziecko-metoda-stuprocentowa/

 

7 myśli nt. „„Niech się wypłacze”. O regulacji emocji małych dzieci.

  1. Monika

    Bardzo wartosciowy i potrzebny artykul!
    Zgadzam sie z wszystkim w 100%
    Jedynie co to czuje maly niedosyt jesli chodzi o to co Pani proponuje. Moze nastepny artykul? O tym jak sobie radzic z placzem dziecka, co do niego mowiic gdy placze.
    Slyszalam, ze jak dziecko placze to nie powinno sie mu mowic jakze slynnego i cisnacego sie na usta „nic sie nie stalo” a w zamian nazwac za dziecko emocje, ktore moze w danej chwili odczuwac. Co Pani o tym sadzi?
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. Asia Autor wpisu

      Dziękuję za pełną zgodność, niepełna też byłaby ok :P. Odpowiadając na pytanie… Dzieci czują to, co czują, niezależne od tego, czy otoczenie to potwierdza czy też nie. Jeśli mówimy dziecku słynne: „nic się nie stało” , gdy mu faktycznie coś jest (na przykład: maluszek uderzył się i stłukł kolano), to dziecko uczy się, że nie może ufać sobie, swoim odczuciom i przeżyciom. Dziecko uczy się odcinać od emocji, od empatii, może mieć później problemy z nazywaniem doznawanych emocji. Nasze empatia jest tu kluczowa. Powinniśmy dostrzec emocje (możemy je oczywiście wspólnie nazwać, np, „widzę, że Cię boli kolano”. / „Jesteś smutny?”), które nasze dziecko w danej chwili odczuwa i czego w związku z nimi potrzebuje (np.:”czy chcesz się do mnie przytulić?”). Jeśli chodzi o niedosyt, co począć z płaczem dziecka, wkrótce postaram się popełnić jakiś tekst. Pozdrawiam serdecznie, Asia

      Odpowiedz
  2. Natalia

    Jeśli ktoś stosuje techniki behawioralne do wygaszania płaczu, to nadużywa tych technik. Żaden porządny terapeuta poznawczo-behawioralny nie poleci rodzicowi stosowania tych technik do tego by dziecko oduczyć płaczu, tłumienia emocji.

    Odpowiedz
    1. Asia Autor wpisu

      Dokładnie! Niestety w mojej praktyce zawodowej spotykałam i spotykam się z rodzicami, którym „dobrzy” terapeuci doradzali techniki behawioralne do oduczania płakania malutkich niemowląt. Techniki behawioralne są oczywiście przydatne do wzmacniania/korygowania niektórych zachowań starszych dzieciaków, a nie, o zgrozo, do samych doświadczanych przez nie emocji.

      Odpowiedz
  3. Bożena

    Przed ułożeniem do snu mojego dziecka zawsze trzymałam go w ramionach, kołysałam,śpiewałam piosenki, opowiadałam bajki, układałam w łóżeczku / od 5 miesiąca życia/, włączałam muzykę, wychodziłam z pokoju przymykając drzwi. Zaczynałam zmywać, bo lubiło szum wody…jak zaczynało płakać to od razu wchodziłam do pokoju, „pokręciłam” się chwilę po pokoju, aż przestało płakać i zaczęło wodzić za mną oczami , wychodziłam i zaczynałam śpiewać tak żeby mnie słyszało. Jak zaczynało znowu płakać to od razu wchodziłam i….tak na okrągło. Nie wyciągałam z łóżeczka, nie huśtałam, nie głaskałam po główce, nie odzywałam się. Teraz czytam, że to jakaś metoda i w dodatku zła. Dotyczyło to tylko zasypiania wieczornego. Dziecko w ciągu dnia przy różnego rodzaju pracach domowych nosiłam na piersiach w nosidełku…..teraz to się nazywa „kangurowanie” bądź „chustowanie”. Może to też jakieś nowe metody? Dziecko do 4 miesiąca było ściśle owinięte miłym, miękkim becikiem i spało ze mną….. od 5 miesiąca miało już swoje łóżeczko. Nigdy w ciągu dnia nie zostawało samo w łóżeczku. Kojec był ustawiony w centralnym punkcie mieszkania tak, że dziecko cały czas mnie widziało i słyszało jak do niego mówiłam, śpiewałam, komentowałam co akurat robię. W ciągu dnia wyciągałam z łóżeczka/kojca, huśtałam, głaskałam, bawiłam się. Tak właśnie zaczynałam budować więź i poczucie bezpieczeństwa…..swoją obecnością.
    Uważam, że na budowanie pozytywnych relacji w tym poczucia bezpieczeństwa nie wpływa tylko jedna określona reakcja na dane zdarzenie. Jest to całokształt naszych zachowań 24 h/dobę.

    Odpowiedz
  4. Ewa

    Bardzo ciekawy artykuł, dziękuję Autorce. Mam tylko pytanie dotyczące tego „karnego jeżyka” (którego znamy m.in. z telewizyjnego programu „Super Niania”). Czy wg. Autorki „karny jeżyk” (czy jakkolwiek inaczej nazwiemy podobną technikę) to zła droga, w każdym wieku dziecka i w każdym przypadku jego niewłaściwego zachowania? Pytam w kontekście tych telewizyjnych przypadków dzieci (pokazanych w programie „SN”), z którymi rodzice nie byli sobie w stanie poradzić, a „jeżyk” zdawał się jednak działać. Nie mówię o kilkumiesięcznych dzieciach, wiadomo, ale o kilkuletnich.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.